
Każdy szanujący się fan wampirów zna kultowy serial „Hellsing”, który powstał na podstawie mangi pod tym samym tytułem. Ja nie znałam i bardzo się tego wstydzę. Na szczęście całkiem niedawno udało mi się nadrobić zaległości, serial pochłonęłam w mgnieniu oka i chętnie obejrzałabym jakąś kontynuację.
Ale od początku – agencja Helssing to bardzo tajna organizacja, działająca w Wielkiej Brytanii, której głównym celem jest walka w wampirami. Kieruje nią energiczna, pewna siebie, oschła arystokratka – Integra Wingates Hellsing, wierna poddana Królowej. Oprócz całkiem sporej armii, Integra posiada również wyjątkowego sprzymierzeńca. Jest nim Alucard, arystokratyczny wampir, który z tylko sobie znanych powodów służy Integrze. Cóż to jest za zachwycająca postać! Zawsze nienagannie ubrany w szkarłaty, posługujący się pięknym, poetyckim językiem, zabójczy, ironiczny, tajemniczy i potężny. Idealny wampir! Zwłaszcza, że jego stosunek do ludzi okazuje się bardzo niejednoznaczny. Z jednej strony z nimi współpracuje, z drugiej jednak większość z nich traktuje jak bydło – stworzenia gorszej kategorii, którymi gardzi. Świetne rozwiązanie!
Alucardowi towarzyszy Victoria Seras, młodziutka policjantka, która podczas jednej z akcji musi podjąć bardzo trudną decyzję – przeżyje, jeśli zgodzi się zostać wampirem. Jej kreacja jest również interesująca – dziewczyna chce żyć, dlatego decyduje się na przemianę, brzydzi się jednak tego, czym się stała. Nie do końca rozumie swoje moce, odmawia picia krwi i jest wyraźnie zagubiona. W „Hellingu” sporo jest zresztą interesujących postaci – Walter, lokaj Integry, będący w rzeczywistości prawdziwym Aniołem Śmierci, Alexander Andersen, ksiądz, fanatycznie zwalczający wampiry w ramach watykańskiej Sekcji XIII Oddziałów Specjalnych i Organizacji Iskariota, czy bracia Valentine. Jedyna postać, która wydała mi się niedopracowana i dziwna to Incognito, który wygląda, jakby urwał się z choinki i w ogóle nie pasuje mi do mrocznego klimatu tej historii. Doczytałam zresztą, iż jest to jedyna postać nie występująca w mandze.
„Hellsing” to serial wybitnie rozrywkowy i dużo więcej nie należy od niego oczekiwać. Cechuje go spora ilość brawurowych walk, stosunkowo prosta fabuła, mroczny klimat, łączący w sobie nowoczesne sceny walk z horrorem oraz wiktoriańskim romantyzmem. Ogląda się go z prawdziwą przyjemnością, każdy odcinek kończy się w takim momencie, że zżera nas ciekawość, co stanie się w następnym. Gwarantuję, że bardzo trudno się od niego oderwać. Do zalet dodam jeszcze ładną kreskę i wspaniałą muzykę – wychodzi z tego całkiem sympatyczne dzieło, do którego chętnie wrócę.
Jeśli chodzi o wady – odcinki 7-13 wydają mi się nieco słabsze niż te pierwsze, bywają bardziej rozwlekłe i troszkę tracą klimat, który uznaję za najmocniejszą stronę serialu. Ale jest to wrażenie bardzo subiektywne. Nie czytałam mangi, często jednak zarzuca się serialowi dość luźne podejście do pierwowzoru. Mi to nie przeszkadza, ale rasowym fanom może…
Bez zastrzeżeń polecam ten serial wszystkim, którzy lubią klimatyczne historie o wampirach – mam nadzieję, że zostaniecie tak samo wciągnięci w tę historię, jak ja.
Ale od początku – agencja Helssing to bardzo tajna organizacja, działająca w Wielkiej Brytanii, której głównym celem jest walka w wampirami. Kieruje nią energiczna, pewna siebie, oschła arystokratka – Integra Wingates Hellsing, wierna poddana Królowej. Oprócz całkiem sporej armii, Integra posiada również wyjątkowego sprzymierzeńca. Jest nim Alucard, arystokratyczny wampir, który z tylko sobie znanych powodów służy Integrze. Cóż to jest za zachwycająca postać! Zawsze nienagannie ubrany w szkarłaty, posługujący się pięknym, poetyckim językiem, zabójczy, ironiczny, tajemniczy i potężny. Idealny wampir! Zwłaszcza, że jego stosunek do ludzi okazuje się bardzo niejednoznaczny. Z jednej strony z nimi współpracuje, z drugiej jednak większość z nich traktuje jak bydło – stworzenia gorszej kategorii, którymi gardzi. Świetne rozwiązanie!
Alucardowi towarzyszy Victoria Seras, młodziutka policjantka, która podczas jednej z akcji musi podjąć bardzo trudną decyzję – przeżyje, jeśli zgodzi się zostać wampirem. Jej kreacja jest również interesująca – dziewczyna chce żyć, dlatego decyduje się na przemianę, brzydzi się jednak tego, czym się stała. Nie do końca rozumie swoje moce, odmawia picia krwi i jest wyraźnie zagubiona. W „Hellingu” sporo jest zresztą interesujących postaci – Walter, lokaj Integry, będący w rzeczywistości prawdziwym Aniołem Śmierci, Alexander Andersen, ksiądz, fanatycznie zwalczający wampiry w ramach watykańskiej Sekcji XIII Oddziałów Specjalnych i Organizacji Iskariota, czy bracia Valentine. Jedyna postać, która wydała mi się niedopracowana i dziwna to Incognito, który wygląda, jakby urwał się z choinki i w ogóle nie pasuje mi do mrocznego klimatu tej historii. Doczytałam zresztą, iż jest to jedyna postać nie występująca w mandze.
„Hellsing” to serial wybitnie rozrywkowy i dużo więcej nie należy od niego oczekiwać. Cechuje go spora ilość brawurowych walk, stosunkowo prosta fabuła, mroczny klimat, łączący w sobie nowoczesne sceny walk z horrorem oraz wiktoriańskim romantyzmem. Ogląda się go z prawdziwą przyjemnością, każdy odcinek kończy się w takim momencie, że zżera nas ciekawość, co stanie się w następnym. Gwarantuję, że bardzo trudno się od niego oderwać. Do zalet dodam jeszcze ładną kreskę i wspaniałą muzykę – wychodzi z tego całkiem sympatyczne dzieło, do którego chętnie wrócę.
Jeśli chodzi o wady – odcinki 7-13 wydają mi się nieco słabsze niż te pierwsze, bywają bardziej rozwlekłe i troszkę tracą klimat, który uznaję za najmocniejszą stronę serialu. Ale jest to wrażenie bardzo subiektywne. Nie czytałam mangi, często jednak zarzuca się serialowi dość luźne podejście do pierwowzoru. Mi to nie przeszkadza, ale rasowym fanom może…
Bez zastrzeżeń polecam ten serial wszystkim, którzy lubią klimatyczne historie o wampirach – mam nadzieję, że zostaniecie tak samo wciągnięci w tę historię, jak ja.